Jesteś tu
Home > artykuły > Paweł Nowak: Trzeba w życiu być uczciwym

Paweł Nowak: Trzeba w życiu być uczciwym

Paweł Nowak mecz Lechia - Bełchatów

„Pokaż mi swą linię pomocy, a powiem ci jak mocny masz skład” mawia się często w środowisku piłkarskim. Tuż po awansie do Ekstraklasy, Lechia w środku pola postawiła na dwóch przybyszy spod Wawelu i tzw. „krakowską grę” dlatego w mgnieniu oka z drużyny desperacko broniącej się przed spadkiem nagle przeistoczyła się w taką, której mecze ogląda się z przyjemnością. Z Łukaszem Surmą rozmawialiśmy tutaj, teraz czas na drugą połowę krakowskiego tandemu w Lechii: Pawła Nowaka.

Paweł Nowak w 80 meczach ligowych w biało-zielonym stroju zdobył siedem bramek, jednak przez trzy sezony w latach 2009-12 jego wpływ na grę Lechii był bezcenny.     

– Łukasz Surma, gdy usłyszał że mamy spotkać się z tobą, puścił oko, że to jego zasługa że byłeś w Gdańsku, on dał cynk trenerom i działaczom, że warto się tobą zainteresować. Kiedy dostałeś pierwszy sygnał, że możesz trafić do Lechii?

– Późno. Po zakończeniu sezonu 2008/9. Miałem kilka ofert, z Cracovii koniecznie chciałem odejść z końcem umowy.

– Cracovia twierdziła, że wciąż obowiązuje cię kontrakt.

– Był aneks do mojej umowy, nie było zapisanych kwot, nie było rzeczy kluczowych do przedłużenia kontraktu. Moje i Lechii stanowisko było takie, że aneks nie wszedł w życie. Musiałem się z „Pasami” sądzić. Jednak gdybym nie był pewny swego nie wciągałbym Lechii w to zamieszanie.

– Z Piastem Gliwice byłeś wcześniej niemal dogadany.

– Mój manager jechał autostradą podpisać kontrakt w Gliwicach. Dostał nagle telefon od trenera Kafarskiego. Zjechał na pobocze i pyta mnie: Paweł czy ty chcesz do Gdańska, czy ja mam zawracać? Od razu się zdecydowałem na Lechię, myślę że to był koniec czerwca. To była szybka decyzja.

– Co przeważyło na korzyść Gdańska? Kasa? Lepsze miejsce do życia? Wszystko razem?

– Jak się dochodzi do trzydziestki, pojawia się myśl, że to ostatni kontrakt. Wiedząc, że jest tam Łukasz Surma, wiedziałem że ta drużyna będzie miała fajną organizację gry, że będziemy próbowali grać w piłkę, jak to się ładnie mówi. Po rozmowie z trenerem Kafarskim zostałem w tym utwierdzony i chciałem, nawet bardzo. Fajnie dla rodziny, moja żona, córki wciąż chcą wracać do Gdańska. Od początku klub zrobił na mnie wrażenie. Czuło się, ze może dziać się coś lepszego, czuć było nadzieję. Nie pomyliłem się, bo Piast spadł z ligi, a to co my zrobiliśmy z Lechią…no byliśmy blisko.

– Co zastałeś sportowo gdy przyszedłeś do nas?

– Ogólnie zastałem fajną grupę dobrych piłkarzy. Wyróżniał się jeden. „Wiśnia”, co on teraz robi?

– Był asystentem trenera Piotra Nowaka. Teraz asystuje w rezerwach.

– Z perspektywy czasu, myślę że to jest normalna kolej rzeczy, że zawodnik który już nie gra powinien zostać w klubie w jakiejś roli, w grupach młodzieżowych czy przy I drużynie. Myślę, że jest to super rozwiązanie dla każdego klubu.

– Tak naprawdę został asystentem przy I drużynie, by jako ulubieniec kibiców dać parasol ochronny trenerowi.

– Czyli trener niekoniecznie do końca go chciał?

– Chciał, nie chciał, został asystentem.

– „Wiśni” największy problem to była wytrzymałość, co nie przeszkodziło mu zaistnieć w Ekstraklasie. Dla mnie to był top, świetny zmysł do piłki kombinacyjnej. Miał charakter do piłki, był strasznie zawzięty. Jak mu się coś nie udawało, po kościach, po wszystkim, chciał dopiąć swego. Mile go wspominam, to był wariat, nie wiadomo co zrobi w danej chwili. Nie sposób się było z nim nudzić. Miał jakieś wartości których przestrzegał. On kiedyś do mnie zadzwonił, po roku czasu i mnie z….: a ty co się nie odzywasz? Pozytywny wariat.

– Myślisz, że zrobiłby większą karierę odchodząc z Lechii?

– W Lechii czuł się pewnie. Może gdyby zmienił otoczenie osiągnąłby więcej, ale jak go znam niczego nie żałuje (śmiech). Pewnie jest spełniony, że całe życie spędził w ukochanym klubie, że teraz trenuje narybek. Każdy kto grał w ekstraklasie chce przy piłce zostać.

– Początek w Lechii miałeś wystrzałowy, wygrana w derbach, potem 6:2 z Cracovią w Sosnowcu.

– Nie wiem czy wszyscy zawodnicy byli przekonani do gry jaką chcieliśmy grać. Myśmy dużo pracowali nad organizacją gry, nad utrzymywaniem się przy piłce, grą kombinacyjną. Mecz z Arką Gdynia to był bardzo ciężki mecz – jak to derby. Czasem wygrane nie były osiągnięte w dobrym stylu. W innych meczach graliśmy super, ale przegrywaliśmy, taka jest piłka. Bardzo ciężko jest połączyć dobrą organizację , grę kombinacyjną z wynikami.

– Mówiło się przez krótki moment, że graliście najładniej w Polsce. Czy mecz z Legią na wyjeździe to był top, czy z Górnikiem u siebie?

– Pod względem gry na pewno Górnik Zabrze 5:1. Na wyjeździe z Polonią Warszawa, gdy Arek Mysona strzelił bramkę, były długie momenty że panowaliśmy na boisku. Dobra organizacja gry to kontrola nad wszystkim, w wielu meczach mieliśmy kontrolę. Na Legii nie było kontroli, wynik fajny, pod koniec gdy prowadziliśmy 2:0 puściły nam nerwy, były akcje ładne dla oka.

– W pewnym momencie właściciel postanowił wzmocnić drużynę obcokrajowcami. Chcieliśmy zapytać o Razacka.

– Rozmawiałem z Łukaszem Surmą o nim. Trener Kafarski był na Islandii i dwa dni mieliśmy małe gry, gdzie trzeba dużo kontrolować piłkę, dużo trzeba kreatywności, od razu widziałem że jest super.

– Jesteś teraz asystentem Tomka Kafarskiego w Sandecji, ale muszę cię zapytać o ten nieszczęsny półfinał Puchar Polski z „Jagą”…

– Wszedłem na 30 minut. Czytałem na waszej stronie wywiad z trenerem Kafarskim.

– W nim trener idzie w zaparte, twierdzi że ci na ławce byli w słabszej formie. Uparty jak to Kaszub.

– „Wiśnia” to też Kaszub?. Bo też był uparty.

– Nie, Kociewiak to gdzie indziej. Pasowałby na Kaszuba?

– Nie chcę oceniać. Wydaje się, że półfinał pucharu to nie jest czas na sprawdzanie czy ktoś ma umiejętności.

– Ty z Surmą byliście wtedy jakby asystentami Kafarskiego. Trzymaliście wtedy szatnię i wspieraliście chłopaków. Mateusz Machaj mówił nam o twojej pomocy.

– Miał predyspozycje, może nie szybkościowe, ale noga świetnie ułożona. Dla mnie powinien osiągnąć więcej. Ja od razu mówiłem trenerowi Kafarskiemu, że to jest chłopak który będzie grał.

– Sezon 2009/10 skończyliście na ósmym miejscu, ale działacze twierdzili że sportowo byliście na dziewiątym i premie przeszły koło nosa.

– Nie wiem czy się powinno ustalać nagrodę za ósme miejsce. Przez cały sezon apetyty rosły wszystkim. Myśmy chcieli grać wyżej, kibice też, prezesi po cichu liczyli na 4-5 miejsce. Zdobywając ósme miejsce, wszyscy byli niezadowoleni. Atmosfera siadła, wszyscy byli na NIE. Za te premie nie można było kupić mieszkania, ale dobre auto już tak, także trochę kasy przeszło obok. Najbardziej żałuję, że osiągnęlibyśmy dobry wynik poparty super grą, co w naszym kraju zdarza się to bardzo rzadko.

– Mówiłeś w którymś z wywiadów, że ówcześni prezesi Lechii to najlepsi jakich spotkałeś w karierze.

– Tak. Szanowałem ich z racji funkcji, ale to byli ludzie z którymi mogłem porozmawiać jak z teraz z wami. Jak miałem jakiś problem szedłem do nich, nie było tak że strach było podejść.

– Tak jak w Cracovii?

– (Śmiech). Starali się pomóc, rozmawiali z nami pozytywnie, po słabych meczach nie chcieli nas dobijać. Ludzie patrzą na tabelę po latach i wyciągają wnioski. A gdybyśmy zremisowali na Widzewie i wygrali u siebie z Zagłębiem Lubin (bardzo dobra połówka, oni strzelili na remis, a nam głowy siadły) zagralibyśmy w pucharach na nowym stadionie pamięć o nas mogłaby być inna. Szkoda tego sezonu, że tego nie udźwignęliśmy.

– Na nowym stadionie szło wam jak po grudzie?

– Trenowaliśmy tam tylko raz w tygodniu w czwartki, człowiek był bardziej zżyty ze starym obiektem. Poza stadionem był problem przygotowania, wcześniej był Marek Szutowicz, doszedł Filip Surma. Teraz sam będąc trenerem, jestem przekonany, że w przygotowaniach do sezonu duży nacisk powinno się kłaść na siłę. Z niej wszystko wynika.

Wytrzymałość na wysokim poziomie powinien mieć każdy piłkarz, nie powinno się nad tym pracować. Jeśli ktoś nie ma wytrzymałości na zachodzie jest od razu odpalony. Ja miałem tylko wytrzymałość (śmiech).

Filip wprowadzał swoją myśl. Jeśli ktoś jest szybkościowcem jak „Buzi”, było mu łatwiej się zaadaptować do treningu siłowego, ja miałem na odwrót, musi minąć co najmniej kilka miesięcy by adaptacja była pełna.

Choć jednego i drugiego trenera darzę dużym szacunkiem.

– A ty właściwie jesteś prawo- czy lewonożny?

– Jak byłem mały byłem lewonożny, później na to nie zwracałem uwagi, nie miałem problemu z podaniem, ze strzałem.

– O trenera Kafarskiego chciałem zapytać – jak przychodziłeś był trochę początkującym żółtodziobem, a potem rósł na przestrzeni czasu.

– Dla mnie od początku był ekstraklasowy trener, nie wiedziałem że wcześniej był asystentem, nie znałem go. Dla zawodników, którzy byli dłużej być może te stosunki były luźniejsze. Można rozmawiać z trenerem prywatnie, ale szacunek musi być.

– Derby w Gdyni 1 maja 2011…

– (Śmiech)…

– Słaby wasz mecz nie da się ukryć.

– Całą wiosnę nie graliśmy dobrze. Tego dnia nie układało nam się nic, byliśmy przemotywowani może? Próbowaliśmy grać, walczyć, ale oni nas przerastali tego dnia. Zremisowaliśmy ten mecz chaosem, „laga” do przodu, Kamil Poźniak fajnie zgrał. Ten gol na 2:2 to wielkie szczęście… Pod względem gry to najgorsze derby w naszym wykonaniu, a patrząc z perspektywy czasu najlepszy wynik bo najbardziej się te derby wspomina 🙂 Ten remis był cenniejszy od poprzednich wygranych. Na dłuższą metę kto gra dobrze, ten będzie miał wyniki.

– Zawodników trzeba uświadamiać?

– Często zawodnicy myślą: ja jestem piłkarzem, a każą nosić mi materace, chodzić na siłownię, nie ma treningów z piłką – coś tu jest nie tak. Ale po półtora roku takiego treningu piłkarz zostaje mistrzem Polski, jest w życiowej formie. Każdy trening powinien coś zmieniać, zwiększać predyspozycje piłkarza, nie tylko piłkarskie. Niech sportowiec wyciąga wnioski. Trener Lenczyk pod względem treningu, można się od niego wiele nauczyć. Sam osobiście nigdy nie miałem okazji z nim pracować. On każdego zawodnika czynił lepszym pod względem motorycznym. Przykład Bełchatowa, Śląska Wrocław. Nikt na te drużyny nie stawiał, a jednak osiągnęły z tym trenerem wielkie sukcesy.

– Rafał Ulatowski – wiedziałeś że będzie tylko na chwilę?

– Zaimponował mi, że w osobistej rozmowie powiedział że będę miał problem z grą, bo na mojej pozycji widzi Razacka. Bez ironii, bardzo to doceniam. Tyle mogę powiedzieć, że próbował być szczery.

Paweł Nowak
MECZ LECHIA GDAŃSK – POLONIA BYTOM N/Z PAWEŁ NOWAK FOT. PIOTR MATUSEWICZ

– Czy Paweł Janas ogarniał ten galimatias czy nie, bo różnie mówią?

– Mnie najbardziej zależy na tym, żeby trener mi tłumaczył co mam robić. Jeśli tego nie ma, to jest dla mnie utrudnienie. On był doświadczonym trenerem, bardzo dużo stał z boku i tylko się przypatrywał.

– Legendarny trener Walery Łobanowski mawiał: ty nie myśl, ty graj!

– Im więcej zawodnik wie, tym mniej musi potem myśleć. Wydaje mi się, że zawodnik powinien jak najmniej myśleć o tym czy jest dobrze przygotowany czy nie, co ma robić czy asekurować czy nie, organizację gry powinien tłumaczyć trener – to jego wizja gry. Trener Łobanowski może dużo czasu na te rzeczy poświęcał właśnie w treningu. Piłka się zmienia, jest coraz szybsza. Wygra ten kto jest w stanie szybko myśleć, szybciej podejmować decyzje…

– Utrzymanie udało się osiągnąć po zwycięskim meczu z Legią.

– To był taki mecz na żyle. Czasami organizacja gry wychodzi sama z siebie. z Legią musieliśmy wygrać, bo byśmy spadli z ligi.

– Za trenera „Bobo” Kaczmarka byłeś już raczej odsuwany.

– Z trenerem Kaczmarkiem zapamiętam taką sytuację: siedzę na jednej z pierwszych odpraw trener mówi do mnie: patrząc na twoją minę wydaje mi się, że chyba nie jesteś zadowolony, że ja tu jestem trenerem.

– No i na tym się skończyło…

– Miałem pół roku do końca kontraktu. Wiedziałem, że to jest koniec.

Najlepiej gdybym odszedł w lecie, żeby mnie trener nie musiał oglądać.

Później była taka smutna sytuacja, mieliśmy gdzieś jechać na mecz z rezerwami, dostałem od mamy telefon, że tata nie przeżyje następnych sześciu godzin. Byłem z nim bardzo związany, praktycznie codziennie rozmawialiśmy, spędzałem z nim wolny czas. Tata zmarł, ja rzuciłem wszystko i kolejne trzy tygodnie spędziłem w Krakowie, miałem zgodę trenera Kaczmarka. Potem gdy wróciłem straciłem przytomność na treningu, musiałem trzy tygodnie dochodzić do siebie. To wszystko mnie dobiło, nie miałem siły walczyć by odnowić kontrakt.

– W rezerwach Lechii spotkałeś wtedy ciekawych zawodników. Czy kariera Patryka Tuszyńskiego cię trochę zastanawia?

– (Śmiech) Można stwierdzić od razu po chłopaku czy ma możliwości motoryczne do gry w piłkę, czy ma zmysł do taktyki. W zasadzie Patryk miał wszystko, ja na bieżąco byłem z jego grą, byliśmy razem zesłani do rezerw. W rezerwach spotkałem też dobrych trenerów: Untona i Kalkowskiego oraz kilku zawodników, którzy zrobili niezłe „kariery”. Potem gdy odszedłem z Lechii to pierwsze co chciałem zrobić to ściągnąć Patryka do Sandecji. I ściągnąłem. Tak jak mnie „Surmik” kiedyś.

– Czyli jego kariera to twoja zasługa?

– Pół roku byliśmy razem w Sandecji, nie dziwi mnie że Patryk zaszedł tak wysoko, choć mógłby osiągnąć jeszcze więcej. Nie lubię jak mnie się porównuje do kogoś, ale ludzie lubią takie porównania. Patryk w pewnym sensie przypomina Lewandowskiego. Moim zdaniem, oczywiście to jest niższy poziom. Predyspozycje motoryczne jak na ekstraklasę super, on jest silny, szybki, testy wytrzymałościowe najlepsze.

– Zamiast niego u trenera Kaczmarka grał Adam Duda.

– Taką wizję miał trener. Może za mało przeprowadzonych badań, by poznać zawodnika. Była filozofia klubu by wprowadzać młodych zawodników, ale przecież Patryk był młody! Ja każdemu powtarzam, że od początku wiedziałem co to za gość. Nie wiem jak on się teraz zachowuje, jak trenuje, ale wtedy podobał mi się jego charakter.

– Dziś Patryk jest w Zagłębiu Lubin, z którym wiążą cię nie najlepsze wspomnienia.

– W Cracovii miałem taki dziwny mecz z Zagłębiem Lubin. Szkoda w ogóle gadać o tym, myśmy całą drużyną rozmawiali o tym na krótkim obozie przed spotkaniem, ale i tak połowa drużyny postąpiła niegodnie.

Z Lechią pojechaliśmy na obóz nad Morze do Niechorza, trener Kafarski zawołał mnie i mówi że dostał sygnał z prokuratury z Wrocławia, że jest jakaś sytuacja z meczu Cracovii z Zagłębiem. Trener mnie ostrzegał, że jak coś było, żebym się przyznał. Od razu odparłem, że nie mam z tym nic wspólnego. Zaraz potem prezesi przedstawili mi propozycję przedłużenia kontraktu. I to jest kolejny dowód, że trzeba w życiu być uczciwym, bo to popłaca. 

Dziękujemy za rozmowę

Top