Jesteś tu
Home > artykuły > Górnik Zabrze – Lechia Gdańsk 0:2 (14.11.1954)

Górnik Zabrze – Lechia Gdańsk 0:2 (14.11.1954)

Górnik Zabrze - Lechia Gdańsk, 1954

Po meczu Górnik Zabrze – Lechia Gdańsk w listopadzie 1954 r. kibice Biało-Zielonych po raz drugi w historii mogli powiedzieć: Ekstraklasa jest już nasza!

Niełatwe zadania stanęło wiosną przed Tadeuszem Forysiem, który przejął drużynę po spadku z I ligi, opuszczoną przez paru graczy „eksportowych”, przy której zostało grono jedynie najwierniejszych graczy koła (tak się wówczas mówiło i pisało o klubach sportowych).

Gwoli wyjaśnienia – na mocy komunistycznego rozkazu kluby sportowe zostały wówczas zrzeszone w organizacjach branżowych, dlatego na Lechię wołano Budowlani, na Cracovię – Ogniwo, na Wisłę – Gwardia, na Szombierki – Górnik itd.

Trener Foryś był bardzo ciekawą postacią – już przed II Wojną Światową był w sztabie naszej kadry na mundial roku 1938, gdy w legendarnym meczu Polacy ulegli 5:6 Brazylii. Był członkiem szeregu kapitanatów na przestrzeni kilkunastu lat (1950-1964), często w roli trenera, zdarzało mu się jednak prowadzić kadrę samodzielnie.

Tadeusz Foryś - Lechia
Tadeusz Foryś – Lechia. zbiory: Lechia.net

Drużynę „Budowlanych” trudno nazwać drużyną młodą. Trzech zawodników przekroczyło już 30 lat, jednak przeciętna wieku wynosi około 25 lat, co stawia ją w gronie średniaków. Najstarszym zawodnikiem był 37-letni Alfred Kamzela, długoletni obrońca „Murarzy”. Ważnymi postaciami byli 26-letni napastnik Roman Rogocz, rok młodszy wielokrotny reprezentant Polski Roman Korynt. Młodzież to przede wszystkim 20-letni Czesław Nowicki i rok młodszy Bogdan Adamczyk.

Na inaugurację sezonu – niepowodzenie – 1:2 u siebie z Górnikiem Zabrze. Ale zaraz tydzień później po wygranej z Ogniwem (Tarnovią) na wyjeździe drużyna nabrała wiatru w żagle – następuje seria sukcesów. Długa przerwa letnia (od połowy czerwca do połowy września) nie wpłynęła dodatnio na Budowlanych. Po porażce w Wałbrzychu od miejsca premiowanego awansem lechistów (tak na nich mówiono, mimo że oficjalna nazwa była inna) dzieliło aż 6 punktów.

Trener Foryś na długo zapamiętał rozmowę, którą miał wówczas z Robertem Gronowskim.

– Co teraz będzie panie trenerze?

– Wygramy kolejno 7 meczów, innego wyjścia nie ma – odparł trener.

To pół żartem wypowiedziane zdanie, zaczęło nabierać realnych kształtów. Kolejno w pokonanym polu zostają: Gwardia (Błękitni) Kielce – 1:0, Górnik (Szombierki) Bytom 1:0, Budowlani (Odra) Opole 2:0, Ogniwo (Ślęza) Wrocław 1:0, Ogniwo (Tarnovia) 2:0. Remis 1:1 ze Stalą (Zagłębiem) Sosnowiec w obecności 20 tysięcy widzów we Wrzeszczu lokuje gdańszczan o krok od awansu. I wtedy nadszedł ciężki wyjazd do Zabrza, na który pojechała drużyna „inwalidów”. Goździk z anginą, Kaleta i Potrykus przeziębieni, Rogocz i Czubała skarżący się na bóle.

Warto w tym momencie, w oryginale przytoczyć relację katowickiego „Sportu” z tego meczu:

Kwarantanna Budowlanych w drugiej lidze trwała tylko rok. Niedzielne zwycięstwo nad zabrskimi górnikami zapewniło im już definitywnie miejsce w pierwszoligowej rodzinie.

Od początku zawodów gdańszczanie zostali zepchnięci do defensywy, broniąc się chwilami wprost rozpaczliwie przed utratą bramki. Niezliczoną ilość sytuacji mieli górnicy na uzyskanie prowadzenia. W dogodnych momentach zachowywali się oni jednak jak nowicjusze, albo ludzie którzy nigdy dotąd nie mieli do czynienia z piłką nożną. Wystarcz powiedzieć, że napastnicy miejscowi czterokrotnie znaleźli się wczoraj z piłką przed niestrzeżoną bramką. Kunktatorstwo górników było tak rażące, że zebrana publiczność, srodze zawiedziona, już pod koniec pierwszej części gry odwróciła swą sympatię i zaczęła coraz głośniej dopingować Budowlanych.

Dwie bramki zostały zdobyte przez Budowlanych w najmniej spodziewanych okolicznościach, kiedy gospodarze znajdowali się w ataku. W pierwszym wypadku w 18 minucie Gronowski otrzymał piłkę na wysokości pola karnego, swobodnie przerzucił ją przez niezdecydowanego obrońcę Dominika i strzelił trochę fałszem, Kaczmarczyk o ułamek sekundy interweniował za późno i piłka wpadła do siatki. W podobnej sytuacji mniej więcej z tej samej odległości Gronowski zdobył w 7 min. później drugą bramkę. Tutaj przy jej utracie wyłączną winę ponosi bramkarz górników, któremu piłka przeszła tuż pod ręką.

W zwycięskim zespole wyróżnili się ofiarnością i zdecydowaniem Korynt, Kupcewicz, Gronowski, Goździk oraz Rogocz. W Górniku zadowolił jedynie Nowara w pomocy.

Prowadzący zawody ob. Aleksandrowicz jest stanowczo bez formy. Niedawno zarówno publiczność krakowska jak i piłkarze Gwardii oraz bytomskiego Ogniwa mieli duże zastrzeżenia co do jego sposobu sędziowania. Również wczoraj ob. Aleksandrowicz nie dostarczył dowodów swej „międzynarodowej kategorii”. Kilkakrotnie mylnie interpretował przepis o grze faul, a poza tym nie dostrzegł, czy też nie chciał – dwóch wyraźnych „rąk” na polu karnym Budowlanych.

Po awansie drużyna pełna była optymizmu, jak pokazał czas – niebezpodstawnie. W kolejnym sezonie udało się zagrać w finale Pucharu Polski, a rok później zająć najniższy stopień na ligowym podium, co przez 63 lat pozostawało najlepszym osiągnięciem gdańskiego futbolu. Z wybrzeżowym piłkarstwem nie było w latach 50. tak źle – Budowlani (Lechia) uzyskali promocję na najwyższy poziom rozgrywek, a Stocznia (Polonia) na jego zaplecze.

14.11.1954r. – 19. Kolejka II ligi sezonu 1954

Górnik  Zabrze – Lechia Gdańsk 0:2 (0:2)

Br: 0:1 R.Gronowski 16`, 0:2 R.Gronowski 24`

Górnik: Kaczmarczyk – Zimmermann, Franosz, Dominik, Klenczar, Nowara, Szalecki, Gawlik, Fojcik, Jarczyk, Czech. Trener: Wodarz.

Lechia: H.Gronowski – A.Kupcewicz, R.Korynt, Lenc, Czubała, Kaleta, R.Gronowski, Musiał, Goździk, Nowicki, Rogocz. Trener: Foryś.

Sędzia: Grzegorz Aleksandrowicz (Warszawa)

Głos Sportowy 1954 - Lechia Gdańsk
Głos Sportowy 1954 – Lechia Gdańsk. zbiory:lechia.net
Top