Jesteś tu
Home > artykuły > Lechia w Turcji

Lechia w Turcji

To już nie czasy stalinowskie, gdy na by ładować akumulatory jeździło się na Syberię albo chociaż w Tatry. Oto kilka migawek z najnowszych czasów, gdy biało-zieloni przygotowywali się do wiosennej części sezonu w słonecznej Turcji.

Rok 2008. Jeszcze drugoligowa Lechia, ale już walcząca o awans po raz pierwszy udała się na zagraniczny obóz przygotowawczy. Czasem zdjęcie mówi więcej niż tysiąc słów. A dwa zdjęcia to już w ogóle…😊

Rok 2009. Ekstraklasowa runda jesienna wypadła w wykonaniu biało-zielonego beniaminka średnio na jeża. Trzeba było ruszyć na zakupy. Najgłośniejsze ze sprowadzonych graczy nazwisko miał bez wątpienia ŁUKASZ SURMA. Miał wtedy na koncie ponad 300 występów ligowych, grę w wyżej notowanych od Lechii, Wiśle, Ruchu i Legii. Z tą ostatnią zdobył mistrzostwo Polski. Surma miał wpaść do Gdańska na chwilę, a został na cztery i pół roku. Tylko w Ruchu zagrał więcej spotkań ligowych niż w Lechii, której był długoletnim kapitanem, jego licznik zatrzymał się na 559 meczach.

Ale początki nie były łatwe. Oto co mówił nam w wywiadzie

– Na obozie w Kętrzynie nie było łatwo, miałem długą przerwę, w Austrii pod koniec jesieni w ogóle nie grałem, musiał przyjść kryzys. Potem pojechaliśmy na obóz do Turcji i zaczęły się problemy. Bo okazało się, że nie jestem w takiej formie w jakiej by mnie chciał widzieć trener. Strasznie się denerwuję, jak kogoś zawiodę, Jacka nie chciałem zawieść przede wszystkim.

 

Rok 2010. Podczas pierwszej połowy sparingowego meczu Lechii z rosyjskim Spartakiem Nalczyk (z tym moskiewskim Spartakiem mecz był kiedy indziej) na boisku zaiskrzyło, po tym jak Krzysztof Bąk został uderzony pięścią przez napastnika Rosjan. Wówczas doszło do pierwszych przepychanek. W końcówce mecz w Side jeszcze bardziej się zaostrzył. Zawodnik Spartaka nie mogąc dogonić Jakuba Zabłockiego, powalił go na ziemię. Obaj gracze zaczęli się obrażać, po czym Zabłocki uderzył rywala ręką w twarz. W rewanżu ten wycelował palce w oko gracza Lechii. W efekcie doszło do dużej bójki między graczami obu drużyn. Obaj prowodyrzy zajścia zostali ukarani czerwonymi kartkami.

– Nie można pochwalić bijatyk, ale cała ta sytuacja to dowód na to, ze mój zespół nie da sobie w kasze dmuchać – powiedział trener Lechii Tomasz Kafarski „Faktowi”. – Drużyna pokazała, że każdy za każdego pójdzie w ogień – dodał.

 

Rok 2012. Z powodu kolejnej zimy stulecia  w ojczyźnie biało-zieloni postanowili o tydzień dłużej zostać w ciepłym kraju i tam szlifować formę. Niezadowolony z tego faktu był bramkarz Sebastian Małkowski, który dał upust negatywnym emocjom w pamiętnym wpisie na facebooku.

„(…)Czy jest mi ktoś w stanie k…wa wytłumaczyć jak mam powiedzieć swemu stęsknionemu synkowi, która zakreśla w swoim specjalnym kalendarzu z 11 kartkami codziennie jak rano wstanie, kółko do powrotu taty, że wróci tydzień później? Przecież to tylko k….wicy można dostać…. łzy same się kręcą w oczach na myśl jak wieczorem mu powiem, że jutro nie przyjadę, tylko za tydzień…ehhhh. Rada do obozowiczów spędzających ze mną ten przeklęty tydzień. Odzywać się do mnie miło i nie podpaść mi. Dobrze radzę, bo jeśli ktoś się nie dostosuje, nie ręczę za swe czyny…”

To dopiero pierwsze pokolenia żyjące w erze mediów społecznościowych, dlatego nie wszyscy wiedzieli jak się nimi obchodzić. Małkowski zaraz wpis skasował i kajał się na oficjalnej stronie klubu, jednak niesmak pozostał.

Niepisane prawo piłki nożnej mówi, że w każdej drużynie lewoskrzydłowi i bramkarze są trochę inni od reszty, nie inaczej było w Lechii. Rozterki przeżywał Małkowski, innego rodzaju problemy miał inny z bramkarzy, Wojtek Pawłowski. O jego perypetiach tu: http://lechiahistoria.pl/2019/09/30/wojciech-pawlowski/

Rok 2013. Za trenera „Bobo” Kaczmarka było wesoło. Nie wszystkim jednak. Rok wcześniej rzutem na taśmę na obóz zdążył Młody Adam Duda (nie miał ważnego paszportu – o tym może kiedy indziej) rok później nie miał tyle szczęścia.

W sparingu z Gryfem Wejherowo w Cetniewie doznał urazu, po którym sztab orzekł, że lepiej będzie jak do pełnej sprawności dojdzie w Gdańsku. Do sprawy włączyła się mama piłkarza, która na Facebooku napisała: Ale kłamstwo!!! Wczoraj widziałam zaświadczenie od ortopedy, że to tylko drobny uraz. Czuję się oszukana i wszyscy kibica Adama również.

A co na to sam Adam? – Rano przyjechałem spakowany do szatni, wcześniej jeszcze w kantorze wymieniłem pieniądze. Trener mówi: ty nie jedziesz, masz kontuzję. Lekarz trzy dni wcześniej robił mi USG i wydał zgodę na wyjazd. Trudno, zostałem w rezerwach. Poprosiłem o transfer.

Duda miał zostać wypożyczony do Polonii Warszawa, ostatecznie został a w tamtym kierunku na pół roku podążył Piotr Grzelczak. Lepiej wyszedł na tym Adam, który na wiosnę zdobył pięć goli, a „Grzelu” dołożył do interesu.

– Trafiłem do Polonii, do trenera Stokowca, który znał mnie z Widzewa. Poszedłem do Polonii za połowę tego co miałem w Lechii i nawet z tego nie ujrzałem ani grosza. To pomogło wyszlifować charakter. No i skończyłem sezon wyżej niż Lechia.  – Piotr Grzelczak usiłuje wyciągnąć jakieś pozytywy z warszawskiego okresu swej kariery.

Rok 2014. W środku sezonu 2013/14 którego Lechia zmieniła właściciela. Od momentu przejęcia klubu przez tajemnicze niemiecko-portugalsko-szwajcarskie-nie-wiadomo-jakie konsorcjum dni Michała Probierza jako trenera Lechii wydawały się policzone. Pewien opalony manager, który pojawił się na tureckim obozie zimowym, wiele wtedy mógł. Z jednej strony Probierza głaskał:

– Z tego dżemiku i tak nieźle wycyganiłeś. Kto tam u ciebie gra. Grzelczak? Madera? Teraz ci sprowadzę prawdziwych zawodników, będziecie mieli fajnego dyrektora sportowego.

– Kogo? – zapytał przechodzący właśnie z tragarzami obok klubowy operator kamery. Menago do końca nie wiedział kim on jest, że tak łazi z kamerą.

– Na razie nie mogę powiedzieć – speszył się agent popijając chybcikiem różowego szampana.

Trochę chwalił, trochę ganił – mówił też m.in. że może sprawić by stosunek pracy Probierza wkrótce dobiegł końca. Oczywiście użył nieco innego sformułowania, ale łapiecie o co biega. Od tej pory zawsze pełen wigoru trener Michał był coraz bardziej przygaszony.

Na poniższym zdjęciu ekipa wypatruje nowego właściciela…

Rok 2015. Jerzy Brzęczek objął drużynę przed zakończeniem rundy jesiennej kompletnie rozbitą i skłóconą. W Polsce śmiano się z Lechii, że podróżuje na mecze dwoma autokarami, tylu zakontraktowała piłkarzy. „Papież” szybko zaprowadził swoje porządki. Z rady drużyny wypadli miejscowi Bąk i Wiśniewski, do nowego zarządu zostali powołani nowoprzybyli: Mila, Wawrzyniak i Wojtkowiak. By drużyna bardziej się zintegrowała, Brzęczek zrobił losowanie kto z kiom być w pokoju. Cały przód autokaru trzymał kciuki, żeby „Wiśnia” był z Rudinilsonem, na co Piotrek już miał zawał, chciał już kończyć karierę i wracać z Turcji do Starogardu. Niby to było dla beki, ale Brzęczek chciał sprawdzić czy drużyna zareaguje „pozitiwnie”.

Rok 2016. O samym początku kadencji Piotra Nowaka w superlatywach mówił nam w wywiadzie Jakub Wawrzyniak, całość tu: http://lechiahistoria.pl/2020/01/06/jakub-wawrzyniak-wywiad/

–  Wow! Jaki luz! To co było wyrzućmy i nie zajmujmy się tym. Pojechaliśmy do Turcji i pierwszy mecz 0:4 do przerwy. Pierwszy raz zagraliśmy trójką z tyłu. Po meczu my wkurzeni, każdy do gardła sobie skacze, nic nie funkcjonowało. Zaraz spadniemy z tej ligi, dwa mecze i wracamy do czwórki. Nowak wchodzi „co się przejmujecie?”. To mi bardzo u niego imponowało. Taka pewność siebie, która przekładała się na drużynę. Absolutnie ściągał obciążenia związane z meczem. Nawet przed spotkaniem mogliśmy zajrzeć w telefon, rób tak, abyś wychodząc na boisko dobrze się czuł. Szanowałem go i szanuję

Rok 2018. Co się działo na obozie w Turcji za trenera Adama Owena obrosło przeróżnymi legendami. A właściwie co się nie działo. Drużyna ponoć się nie przemęczała, a przecież wiadomo że polskiego piłkarza trzeba gonić, grano w siatkonogę, łapano świeżość i szlifowano grę systemem 1-3-5-2. Śmiemy twierdzić że Lechia grając do końca sezonu trzema obrońcami spadłaby z Ekstraklasy. Z drugiej strony drużyna za bardzo nie miała kiedy popracować. Obóz w Belek odbył się w dniach 14-22 stycznia. Dwa skrajne dni na drogę. Czyli zostaje siedem dób. Gdy jest sparing nie ma już treningu. Niewiele. A czemu tak? Otóż poprzedni trener i Dyrektor Sportowy Piotr Nowak chcąc pochwalić się swymi zdolnościami lingwistycznymi przed Panem Wernze wymyślił, że po powrocie do kraju z Turcji drużyna jeszcze na pięć dni uda się na zgrupowanie do Niemiec, do Koeln. Pańskie oko, konia tuczy. Jeden dzień przed wyjazdem wybuchła prawdziwa bomba. Otóż niemieccy gospodarze poinformowali Lechię, że jedyny sparing z Viktorią Koeln odbędzie się na sztucznej murawie, w tej sytuacji obóz został odwołany. W szatni przy Traugutta wisiała lista 24 piłkarzy, którzy nazajutrz mieli lecieć na zachód. Był na niej przywrócony do składu Rafał Wolski.

Cała Polska zaniosła się rechotem. Ale beka! Śmiał się nawet prezes Adam:

– Do Niemiec chcieliście jechać na obóz? Zimą? Czyj to był pomysł. Haha!

  1. I znów jak na początku – jedno zdjęcie warte więcej od tysiąca słów.

 

 

Top