Jesteś tu
Home > artykuły > Lechia- Bałtyk Gdynia 2:0 (22.03.1986)

Lechia- Bałtyk Gdynia 2:0 (22.03.1986)

Lechia- Bałtyk Gdynia 2:0 (22.03.1986). Trójmiasto jest nasze!
Mówią, że drugi sezon dla beniaminka jest najtrudniejszy. W przypadku Lechii tak nie było i pod wprawną ręką trenera roku Wojciecha Łazarka biało-zieloni nieźle radzili sobie na ligowych wertepach. 

W 11. kolejce 2:0 pokonali u siebie wicelidera z Chorzowa i wspięli się aż na siódmą pozycję – to był mecz, podczas którego przez działaczy FMW został rozwinięty transparent nawołujący do bojkotu komunistycznych wyborów.

W kolejnych meczach coś się zacięło i do końca jesieni w siedmiu meczach lechiści zdobyli ledwie jeden punkt. Z racji zbliżającego się mundialu w Meksyku, trzy mecze z wiosny rozegrano jeszcze na jesień – podopieczni Łazarka przezimowali na 13. miejscu, z ledwie jednym punktem przewagi nad ostatnim w tabeli Zagłębiem Lubin (wtedy za wygraną przyznawano dwa oczka). Jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Ówczesna prasa nowomową donosiła o kłopotach finansowych biało-zielonych. To mogło, ale nie musiało mieć związek z kłopotami Pana Nikodema, który wcześniej nie żałował środków na ukochany klub. Trener Łazarek widział co się dzieje i mimo, że w wywiadach zapewniał, że nigdzie się nie wybiera i że Lechia nie jest zagrożona spadkiem z ligi, pod osłoną nocy wybrał do szwedzkiego, drugoligowego Trelleborga na „bezpłatny urlop”. Tak mówił Markowi Formeli z „Głosu Wybrzeża”. Twierdził, że zgodę na wyjazd z kraju od swego pracodawcy otrzymał już w lutym 1985 roku, czyli tuż po objęciu pracy przy Traugutta. Dziwna to była sytuacja, ale życie nie znosi próżni. Lechię przejął sprawdzony duet Michał Globisz – Józef Gładysz.


Kadra Lechii 1986

Cel był jeden: uniknięcie spadku z Ekstraklasy. Duet GG dostał w spadku po Łazarku cały jego poznański zaciąg w składzie: Ryszard Szewczyk – Grzegorz Łazarek – Bolo Oblewski – Jacek Bąk. Ten ostatni został przez klub umieszczony w hotelu „Posejdon” i sam Łazarek we wspomnianym wywiadzie pytał retorycznie: „Gdyby pan tyle czasu mieszkał w orbisowskim hotelu to nie zszedłby pan raz czy drugi do baru? Przyjeżdża pan z meczu, a tu rzeczy spakowane w papierowej torbie, bo hotel nie chce dłużej gościć darmowego klienta”.

To już lepszym pomysłem było zakwaterowanie Ryszarda Polaka w „Roko”. Polak został przez Łazarka odpalony i razem z Dariuszem Raczyńskim odszedł do Igloopolu Dębica. Poza tym Andrzej Marchel poszedł do Olimpii Poznań odsłużyć wojsko, Lech Kulwicki do Wisły Tczew i najbardziej istotna strata – Jerzy Kruszczyński do Lecha.

Wiosnę Lechia rozpoczęła nieźle – na zaśnieżonym boisku pokonała Górnika Wałbrzych, a w pierwszego gola w całej Ekstraklasie w roku 1986 zdobył „Bolo” Oblewski. Potem były trzy mecze bez wygranej, aż nadeszły derby z Bałtykiem. To on był wtedy o wiele wyżej notowany od Arki, która dołowała w strefie spadkowej II ligi. Stoczniowcy nieźle zaczęli wiosnę, dwa razy remisując u siebie z walczącymi o mistrzostwo Legią i Górnikiem Zabrze. Oddajmy teraz łamy tygodnikowi „Piłka Nożna”, który na trójmiejskie derby specjalnie wysłał sprawozdawcę.

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx


Nie od dziś wiadomo, że piłkarskie derby rządzą się swoistymi prawami. Wygrana z lokalnym rywalem często wywołuje większą radość niż sukces o ogólnokrajowym znaczeniu. Już z tego choćby możliwość polubownego załatwienia wyniku. Wgląd w tabelę i kalendarz najbliższych spotkań wykluczały ułożenie się obu zainteresowanych stron. Mówiąc inaczej- podział punktów nie satysfakcjonował żadnego z zagrożonych zespołów. I Lechia, I Bałtyk pragnęły zwycięstwa.
W przedmeczowych rozważaniach więcej szans dawano gdynianom. Decydowały o tym wyniki ostatnich spotkań, a zwłaszcza postawa w potyczkach z aspirującymi do mistrzowskiego tytułu Legią i Górnikiem Zabrze. Chwalono Bałtyk za dobre przygotowani, mądrą i dojrzałą grę. Wskazywano na wspaniałą dyspozycje bramkarza Czyżniewskiego, którego nie mogli pokonać znacznie lepsi piłkarze, niż ma w swych szeregach Lechia.

Prezes Gdańszczan Andrzej KWIATKOWSKI nie ukrywał obaw o wynik tego meczu. Kłopoty , jakie przeżywał klub tej zimy- sygnalizowaliśmy je na łamach „PN”- zostały doraźnie zlikwidowane. Udało się scementować zespół i dotychczasowe osiągnięcia satysfakcjonowały działaczy. Choć zdaniem prezesa, bilans mógł być jeszcze lepszy.- Gdybyśmy mieli te dwa punkty więcej- powiedział prezes Kwiatkowski- w innym nastroju przystępowalibyśmy do tego meczu. Sytuacja w drużynie jest dobra, nie mamy prawa narzekać na zawodników, kilku spisuje się lepiej, niż oczekiwaliśmy. Zdajemy sobie jednak sprawę, że jakaś wpadka może zmienić sytuacje, pogorszyć ją. Najtrudniejsze momenty w walce o utrzymanie się w lidze dopiero przed nami.

POCZĄTEK derbów zdawał się potwierdzać wcześniejsze prognozy. Akcje gości wydawały się płynniejsze, ale trwało to krótko. Wystarczyło, że piłkarze Lechii przycisnęli i wszystko się zmieniło. Zwycięstwo gospodarzy ani przez chwilę nie było zagrożone a jedyną kwestia pozostawały jego rozmiary. A więc w sumie zaskakujący pierwszy zaskakujący przebieg spotkania i końcowy wynik. W pierwszej połowie goście nie oddali ani jednego strzału na bramkę Stawarza. Dlaczego?
Trener Stanisław STACHURA nie potrafił na to pytanie znaleźć odpowiedzi: – Nie wiem, jak to się stało, że zespół, który potrafił dotrzymać kroku Legii i Górnikowi Zabrze, dziś zdecydowanie ustępował Lechii. Największe pretensje mam do liderów drużyny Przygodzkiego i Rzepki, którzy zdecydowanie zawiedli. Rzepka co prawda ożywił się nieco w drugiej części meczu, lecz niewiele to zmienia.
Bałtyk od dawna jest drużyną bez gwiazd, słynie jednak z niezłej obrony, a kiedy złapie swój rytm gry sprawia kłopoty najlepszym. O fatalnym występie na stadionie Lechii zadecydowała nie tylko słaba dyspozycja rozgrywających. Goście wcześnie stracili obu napastników Kałużnego i Synoradzkiego, którzy poturbowani musieli opuścić boisko. Szczególną agresywnością wykazał się Grembocki, który miał szczęście, że po kilku faulach doczekał się jedynie żółtej kartki. Metoda przygwożdżenia rywala ciągłym atakiem, bezpardonowymi interwencjami okazała się skuteczna. Bałtyk „pękł”. Ta recepta przyniosła tej wiosny powodzenie i kliku innym zagrożonym spadkiem drużynom. A że cierpi na tym atrakcyjność widowiska- to już inna sprawa.

Chwalona do tej pory obrona Bałtyku, a zwłaszcza Czyżniewski (nie mógł jeszcze wystąpić Sieracki), nie będzie mile wspominać wizyty u Lechii. Pierwszy strzał na bramkę gości i 1:0, drugi -2:0! Obie akcje przeprowadzono środkiem pola karnego, co musi obciążyć konto stoperów. Zwłaszcza w drugim przypadku, kiedy Kamiński prowadził piłkę przynajmniej 40 metrów mijając kilku, jakby zdezorientowanych rywali, a potem bez przeszkód pokonał Czyżniewskiego.

TRENER Lechii Michał Globisz nie krył po sukcesie radości. Powiedział: -Postawiliśmy na atak, bardzo chcieliśmy wygrać i udało się. Wyróżniam cały zespół. Najgorsze jednak przed nami. Trener Globisz wie, co mówi. Trzy ostatnie mecze gdańszczanie stoczą z zespołami, które tworzą dziś czołową trójkę w walce o mistrzowski tytuł, a więc Legią, Widzewem i Górnikiem Zabrze. Trzeba więc wcześniej zbierać punkty. Czy drużynę na to stać?

Stawarz w meczu z Bałtykiem praktycznie nie miał nic do roboty, lecz na podstawie wcześniejszych spotkań uchodzi obecnie za jeden za jeden z silniejszych punktów drużyny. W dobrej formie znajdują się stoperzy, Salach, a zwłaszcza Szewczyk. Na prawej stronie jest Grembocki, w końcu jedyny reprezentant kraju z Lechii. W środku króluje Pękala, którego pasowano by już na Wybrzeżu na profesora futbolu, gdyby nie ciemne punkty w piłkarskim życiorysie. Lider Lechii gra ostatnio dobrze, w meczu z Bałtykiem pięknie podał Nowickiemu, który to wykorzystał i zdobył gola. Ale tenże Pękala potknął się na polu karnym o piłkę w sytuacji nazywanej w boiskowej gwarze „setką”. Jest jeszcze pracowity i niezły technicznie Kamiński, wrócił po kontuzji do zespołu szybki Nowicki. Ma więc Lechia parę atutów, choć są i luki. Kibice i trenerzy nie mogą doczekać się na przykład metamorfozy Bąka, który nadal gra tak słabo, jak grał w Lechu.

Na Wybrzeżu chcieliby utrzymać dwa zespoły w ekstraklasie. Jak to zrobić? Wystarczy moment dekoncentracji, luźniejsze potraktowanie przeciwnika i będzie tak jak z Bałtykiem na stadionie Lechii. Sympatycy gdynian uważają, że była to jednorazowa wpadka i ich drużyna dalej będzie się spisywała tak, jak do ostatniej feralnej soboty. A wcześniej grała przecież nieźle.

23. kolejka I ligi 1985/86, 22.03.1986 Gdańsk

Lechia Gdańsk – Bałtyk Gdynia 2:0 (2:0)

Bramki: 1:0 Nowicki 36`, 2:0 Kamiński 42`
Lechia: Stawarz – Grembocki, Szewczyk, Salach, Kamiński, Oblewski, Kowalczyk (76`Wójtowicz), Bąk (54`Wojciechowski), Pękala, Ługowski, Nowicki. Trener: Michał Globisz. Kierownik drużyny: Roman Józefowicz.
Bałtyk: Czyżniewski – Kotas, Cirkowski, Jaskulski, Toczek, Wiszniewski, Rzepka, Witowski, Przygodzki, Kałużny (35’ Bogdziński), Synoradzki (59’ Konkolewski). Trener: Stanisław Stachura.
Widzów: 15.000
Sędziował: Andrzej Libich (Warszawa)

Pozostałe wyniki 23. kolejki I ligi:
Górnik Zabrze – Stal Mielec 2:0 (Iwan 60, Zgutczyński 72)
Legia Warszawa – Ruch Chorzów 0:0
Widzew Łódź (Piotr Nowak na ławce) – Zagłębie Lubin 1:0 (Jaworski 52)
Lech Poznań (z Kruszczyńskim w składzie) – Pogoń Szczecin 1:0 (Pachelski 84)
Górnik Wałbrzych – Śląsk Wrocław 0:0
Zagłębie Sosnowiec – GKS Katowice 2:4 (Hamerlik 71, Chłąd 73 – Koniarek 20, 63, Kubisztal 26, Furtok 30)
Motor Lubin – ŁKS 1:0 (Szczepański 22)

Co było dalej?
Lechiści grali w kratkę, w rundzie wiosennej zdobywając 12 punktów w 13 meczach. Najbardziej absurdalnym był mecz w Chorzowie. Najpierw Telewizja Polska podała, że „Niebiescy” pokonali 2:0 Lechię, a potem poniedziałkowe gazety to sprostowały, że to był głupi żart, bo tak naprawdę to biało-zieloni wywieźli bezcenne zwycięstwo 1:0. Piąty na koniec roku 1985 Ruch pierwszą bramkę na wiosnę zdobył dopiero w przedostatniej (!) kolejce. Ostatecznie wszystko skończyło się szczęśliwie dla Lechii, która zajęła ostatnie bezpieczne, 14. miejsce. Dwa ostatnie i spadek do II ligi zaliczyły Bałtyk i Zagłębie Sosnowiec.

Tabela końcowa

M Nazwa klubu Mecze Zwycięstwa Remisy Porażki Bilans
bramkowy
Punkty
1 Górnik Zabrze 30 21 4 5 70 – 17 46
2 Legia Warszawa 30 17 8 5 55 – 29 42
3 Widzew Łódź 30 15 11 4 40 – 25 41
4 Lech Poznań 30 12 12 6 36 – 29 36
5 GKS Katowice 30 10 11 9 46 – 45 31
6 Górnik Wałbrzych 30 10 10 10 41 – 50 30
7 Śląsk Wrocław 30 9 11 10 39 – 36 29
8 ŁKS Łódź 30 8 12 10 36 – 36 28
9 Ruch Chorzów 30 12 4 14 35 – 39 28
10 Pogoń Szczecin 30 8 11 11 44 – 44 27
11 Stal Mielec (b) 30 10 5 15 25 – 32 25
12 Zagłębie Lubin (b) 30 8 9 13 22 – 32 25
13 Motor Lublin 30 6 13 11 33 – 47 25
14 Lechia Gdańsk 30 7 10 13 23 – 35 24
15 Bałtyk Gdynia 30 7 9 14 28 – 47 23
16 Zagłębie Sosnowiec 30 6 8 16 24 – 54 20
Top