Jesteś tu
Home > artykuły > Luiz Carlos Santos Deleu: Cała Brazylia patrzyła!

Luiz Carlos Santos Deleu: Cała Brazylia patrzyła!

Luiz Carlos Santos czyli popularny „Deleu” to jeden z tych obcokrajowców, którzy pobyt w Lechii Gdańsk traktowali jako wyjątkowy czas i zaskarbili sobie mocno sympatię gdańskiej publiki. Brazylijski obrońca grał dla Biało-Zielonych w latach 2010-2014. 

Boży plan
W 2010 roku latem przyjechałem na testy do Widzewa. Nic, a nic nie rozumiałem co do mnie mówią. Byłem tam jakieś pięć dni. Zagrałem kilka sparingów, jako pomocnik czy wręcz napastnik, czyli nie na swojej pozycji. Jeden z nich był z Legią. Zagrałem jedną połowę, w której miałem piłkę raz czy dwa, nigdy wcześniej ani później nie grałem w meczu, w którym jedna drużyna miała tyle posiadania piłki. To był ostatni mój mecz w Widzewie, trener powiedział, że na moją pozycję ma już zawodnika. Dostałem wiadomość od pani, która była tłumaczem, pani Agata z Warszawy, ona pracowała z Edsonem, który był wtedy menadżerem. Powiedziała mi, że są możliwe testy w innej drużynie, już na drugi dzień. Nie miałem pojęcia co to za drużyna. O 5 rano wstałem, pół godziny później śniadanie i o 6 byłem w drodze do Gutowa. O 11 miałem grać sparing. Tym razem już na swojej pozycji, 33 stopni, piękna pogoda, wszystko pasowało, idealnie. Wiedziałem, że Pan Bóg ma dla mnie dobry plan. Z Widzewem nie wyszło, ale potem wyszło z tą drugą drużyną.

Na badania do Poznania
W Gutowie był Andrzej Woźniak, który znał portugalski. Pomagał mi i było super. Po tygodniu w Gutowie na koniec miałem pojechać pociągiem na badania. Pierwszy raz w życiu jechałem pociągiem! Z Gutowa do Łodzi, stamtąd do Poznania. Jechałem z Vytautasem Andriuskeviusem. On mówił po angielsku, ja ani słowa w tym języku. Na badaniach mówią do mnie: zrób to, zrób tamto. Teraz fajnie się to wspomina, ale wtedy byłem cały napięty. Dwa dni później pojechaliśmy do Gdańska.

Brzeźno
Nie wiedziałem o Polsce nic, poza podstawami: że jest tu zimno i papież pochodził z Polski. Zamieszkałem w Villi Pascal. Spotkałem fajnych ludzi i dużo się nauczyłem. Początkowo dogadywałem się na migi albo dzwoniłem do tej Agaty, dawałem jej telefon, a ona tłumaczyła. Właściciel hotelu Sławek i jego kuzyn, menadżer Piotr dużo mi pomogli. Wszystko co potrzebne pomagali mi załatwić. Piotrek nawet na Kaszuby mnie zabrał ze swoją rodziną. Tam poznałem jego ojca, matkę i nawet brata, który jest księdzem. Jak mówiłem – Bóg zawsze jest ze mną.

LUIZ SANTOS DELEU FOT PIOTR MATUSEWICZ

Andrzej Kuchar
Podpisałem kontrakt na dwa lata. Potem gdy trenerem był Paweł Janas, przedłużyłem o tyle samo. Gdyby Pan Kuchar został w Lechii, grałbym tu dłużej, Były rozmowy i miałem przedłużyć o kolejne trzy lata. Z Kucharem często rozmawiałem, żartowaliśmy sobie. Za trenera Probierza mieliśmy testy, na których był Pan Andrzej, mierzyli nam tkankę tłuszczową. Wszyscy mieli poniżej 10, a ja miałem chyba 11, wtedy wołał na mnie „gruby” 🙂 Ale w testach biegowych zawsze byłem w pierwszej piątce. Mówiłem wtedy: lećcie po prezesa, żeby pokazać mu że szybko biegam.

Wilno
Nie najlepsze wspomnienia. Gdy wróciłem po meczu do szatni, atmosfera była jak na stypie. Byliśmy w innym kraju, wynik remisowy i w szatni wszyscy smutni, zastanawiam się co jest grane? Jak na mnie huczeli nie wiedziałem, że chodzi o rasizm. Nawet coś im pokazałem pozytywnego, że mi to nie przeszkadza. A trener Kafarski zaraz krzyczał, żeby nic nie pokazywać. Myślałem, że nasi nie przyjechali, bo to jest inny kraj, samolotem przylecieliśmy. Być może byli tam wtedy kibice, z którymi dziś mam bardzo dobry kontakt. Być może nawet ci, którzy mi później pomagali.

Villareal
W klubie była mobilizacja, aby na trybunach nie krzyczeli na mnie. Wchodziliśmy na boisko w specjalnym koszulkach „piłka nożna jest kolorowa”. Jeszcze kilka razy podczas meczu słyszałem pohukiwania, ale to były pojedyncze krzyki. Później już nie. Po tym meczu trener gości powiedział, że z Lechii wziąłby tylko jednego zawodnika. Był nim Marco Bajic. To był piłkarz!

Szatnia
Na początku był dystans, potem Krzysiu Bąk, z Bajiciem, Sergiej Kożansem i zaczęli żartować ze mną. Krzysiu jest super, fajny gość. Z nim miałem najlepszy kontakt.
(Przeczytaj wywiad z Bąkiem, w którym mówi, o karmelowym wujku Deleu)

Razack
Pierwszy mecz zagrał ze Śląskiem (2:0), to było dla nas pierwsze zwycięstwo w tamtym sezonie. Grałem na Ćwielonga i Sobotę, pamiętam ten mecz, obaj bardzo szybcy. Razack na początku nie pokazywał wszystkich swoich umiejętności. Widać było, że ma technikę, ale nie był to ten zawodnik, którego potem poznaliśmy i pokochaliśmy. Czasem się zdarzało, że grał po mojej stronie, ale głównie po prawej występował Lukjanovs. Wania miał szybkość i dośrodkowanie, ale lewej nogi nie miał. Grał głównie do linii. Razack miał lewą nogę, schodził do środka, robił korytarz i dogrywał do mnie. Idealnie! To mi się podobało. Jak w meczu nie miałem dośrodkowań to znaczyło, że słabo grałem. Chciałem grać ofensywnie.
Lechia powinna sprzedać Traore jak miała propozycję od Legii. W końcu nic na nim nie zarobili. Wiedziałem, że Razack nie zostanie, chciał odejść. Dostawał bardzo dobre propozycje. Dobry kontakt miał z trenerem „Bobem”, który przymykał oczy na pewne sprawy 😉.
Razack w Lechii

Cztery jaja
Przed meczem z Legią byliśmy w jakimś hotelu pod Warszawą. Mecz był wieczorem, zacząłem kumać trochę po polsku, ale widzę, że wszyscy napięci jak plandeka na żuku! Marek Szutowicz mówi, że dziś gramy z Legią, a ja: ” A co oni grają w 12 czy 13 zawodników? Gramy jedenastu na jedenastu, to co my mamy się bać?”. Jeszcze nie wiedziałem, że ta Legia jest silna. Dla mnie to nawet lepiej. Z lepszym się lepiej gra. Marek mówi: „Deleu oni dobrze grają.” Na co ja: „A co oni mają po cztery jaja (śmiech)”
Wtedy pierwszy raz po 50 latach Lechia wygrała w Warszawie. Było 3:0, a ja zaliczyłem asystę przy golu Nowaka.
Potem na wiosnę Legia zrewanżowała się nam w Pucharze Polski. Piłka była w naszym polu karnym, Kucharczyk próbował zwodu, ja chciałem odebrać mu piłkę, ale piłka odbiła się od niego i spadła za moje plecy. Strzelił na 1:0. 88 minuta. On ma dużo szczęścia, farciarz jeden! Nie przepadam za nim.

LUIZ SANTOS DELEU RADOSC  FOT PIOTR MATUSEWICZ

Derby
Pierwsze moje derby przy Traugutta. Czułem już tę atmosferę w tygodniu poprzedzającym mecz. W każdym meczu jestem zaangażowany, ale derby to jest coś wyjątkowego, to nie jest normalne spotkanie ligowe. Derby wcześniej grałem w Maceio, w Brazylii. Tam jest gorzej, bo kibice potrafią się nawet zabijać.
Kolejne derby w Gdyni, w 2011 roku. Bardzo słabo graliśmy. Dla Arki ten remis to była porażka, prowadzili w 88 minucie już 2:0. Oni myśleli, że już mają zwycięstwo, gdyby prowadzili 1:0 to by to dowieźli. A że zdobyli drugą bramkę to koncentracji im ubyło. A my zaraz na 2:1, dostaliśmy impuls i na 2:2. Luka Vućko Więcej o meczu
Miałem propozycję z Arki, w połowie mojej gry w Lechii, ale jest to jedyny klub w Polsce, gdzie nie zagram. A nie, przepraszam. Nie zagram też w Wiśle, bo szanuję kibiców Cracovii. Pieniądze są ważne, ale są ważniejsze rzeczy. Miałem też ofertę z Azerbejdżanu. gdy kończył mi się kontrakt Lechii w 2012 roku.

Rezerwy
Graliśmy wtedy trzy mecze w tydzień, w tym pucharowy z Limanovią. W pucharze zagrałem tylko siedem minut, grałem na prawej pomocy i prawie strzeliliśmy bramkę, ale Tadić nie trafił po moim podaniu. Po tym meczu „Kafar” mnie wysłał do rezerw. Do tej pory tego nie rozumiem. Prasa mnie pyta: dlaczego jesteś w rezerwach? Może musiał jakiś ruch zrobić? Tak to sobie tłumaczyłem. Nie miałem, jak się bronić. Grałem wtedy osiem meczów, byłem podstawowym piłkarzem. Rozumiem, że gdybym grał słabo, to bym wylądował na ławce, a nie w rezerwach.

Traugutta 29
Czuję tak samo jak starsi kibice Lechii: „to jest nasz dom”. Nigdy na Letnicy nie czuliśmy się jak u siebie. Można się przyzwyczaić, ale i tak nie będzie jak na Traugutta. Tam było najlepiej. Tam jest nasz dom.

Paweł Janas
Czasem grałem u niego, czasem nie. On mnie widział w składzie i był za tym, by przedłużyć ze mną umowę. Z Legią u niego grałem na prawej pomocy. Dzięki tej wygranej utrzymaliśmy się w lidze i Śląsk dzięki nam miał mistrza Polski. My zrobiliśmy im robotę. Kamień z serca nam spadł. Kosecki nam bardzo pomógł. Wilk i Grzelczak też pomogli.

Grzelminator
Grzelczak trafiał tylko trudne piłki. Tyle miał setek, sam na sam z bramkarzem, ale trafiał tylko z woleja. Nawet na treningach, ja mówiłem do niego „Grzelminator”, był silny, chciałem, aby zawsze był w mojej drużynie.

Deleu z koszulką Messiego
Deleu z koszulką Messiego

Barcelona

Oczywiście „Grzelu” był jedynym zawodnikiem, który nie miał problemu z wymianą koszulki po meczu z Barceloną. Gdy Jarek Bieniuk strzelił bramkę, ja zostałem do asekuracji. Akurat stał tam Messi. Zapytałem o jego o koszulkę. Po hiszpańsku, nasze języki są podobne. Powiedział, że nie ma problemu.

Neymar

Dla Neymara ten mecz był pierwszym w Barcelonie. Dużo ludzi oglądało ten mecz w Brazylii. każdy chciał go zobaczyć jak sobie poradzi. Największa telewizja Globo transmitowała to spotkanie. Cały czas reklamowali to jako pierwszy mecz Neymara w Barcelonie. To tak jakby w Polsce wszyscy czekali na mecz Lewandowskiego w nowym klubie. Wszyscy czekali na Neymara, a on na ławce i musieli oglądać mnie! Nawet nie wiedzieli kim ja jestem, ale komentatorzy odrobili pracę domową i mówili co to za Brazylijczyk gra w Lechii.
Z Neymarem rozmawiałem, ale bardziej rozmowny był Adriano. Przed wyjściem na mecz, oni do mnie podeszli, ile czasu tu grasz, powodzenia i coś takiego. Po meczu zrobiłem sobie zdjęcia z Adriano, Messim i Neymarem.

Bobo
Oooo, długo bym mógł opowiadać! Na początku nie było super, cztery pierwsze mecze nawet w 18 meczowej nie byłem. Nie wiem czemu trener Kaczmarek mnie nie widział. Mój pierwszy mecz za „Boba” był na Wiśle, zagrałem na prawej pomocy. Nie przepadałem za tą pozycją. W 54 minucie zmienił mnie Kacprzycki. Kilka meczów później zdobyłem swoją pierwszą bramkę dla Lechii. Z Zagłębiem Lubin, było 2:2. Razack mi podał i strzeliłem fałszem.

Na tym meczu była moja mama, która po raz pierwszy przyjechała mnie odwiedzić w Polsce. Dla niej strzeliłem. Zaskoczyło mnie, że „Bobo” odszedł i było mi szkoda. Dobrze mnie traktował.
Potem mama była na meczu jak strzeliłem bramkę lewą nogą z Lechem, ale przegraliśmy 1:4 za trenera Probierza. Znów grałem na prawej pomocy.
W Krakowie jak żona pierwszy raz na meczu Cracovii, na moim meczu z Piastem też strzeliłem bramkę.

Młodzi
Kacper Łazaj – dałem mu asystę w Chorzowie, najmłodszy strzelec w historii Ekstraklasy wtedy. A pierwsza bramka Frankowskiego w Lechii? Też moja asysta. (śmiech)
Zawsze dobrze traktowałem młodych: „Franka: czy Rafała Janickiego. Do dziś na mnie mówią „wujek Didi”. Fajne chłopaki. Ja z seniorów najlepszy kontakt miałem zawsze z młodzieżą. Wszędzie, w Cracovii też.
Kugiel był ze mną w pokoju na zgrupowaniu. Chciał kiedyś niespodziankę dziewczynie zrobić to mnie nagrał, jak mówię „wszystkiego najlepszego” po portugalsku.
„Franek” miał szybkość, dynamikę i wiedziałem, że coś z niego będzie. Dawidowicz też był dobry, ale nie tak jak „Franek”. Umiejętności piłkarskie miał mniejsze.
Smuczyński – miał duży potencjał, trenowaliśmy kiedyś na stadionie żużlowym, graliśmy gierkę i próbował mi siatkę założyć. Oczywiście dostałem, ale nic nie mówiłem do niego. Jeden na jeden był super. Szkoda, że nie udało mu się do końca jak miał potencjał.

Ricardinho
Fajnie, że przyszedł. Super gość, bardzo dobry człowiek. Wiadomo, że przyszedł do Lechii, ale że będzie myślałem o wyjeździe do lepszego klubu sportowo i finansowo. Umiejętności miał, lubiłem z nim grać i dodatkowo byłem tłumaczem. Ricardinho był z Sao Paulo. Gdy on przyszedł, miałem już wielu kolegów w Gdańsku, uczyłem się dzięki temu polskiego. Z nim już tak się nie spotykaliśmy, on lubił bardziej w domu siedzieć, był tu z żoną, a ja byłem sam.

Matsui

Dla mnie to była gwiazda, gracz z mistrzostw świata, pamiętam duże zainteresowanie ze strony kibiców z Japonii. Widać, że miał sporo za sobą. Znał kilka słów po portugalsku, przekleństwa oczywiście (śmiech). Chodziliśmy nawet na sushi obok Galerii Madison. Razack, Richardinho i Matsui to najlepsi piłkarze z jakimi grałem w Lechii. Japończyk miał super technikę, ale chyba nie był taki jak dwaj pozostali, że mógł zrobić różnicę jeden na jeden. Poza tym „Wiśnia” mi się bardzo podobał. Technika, lewa, prawa noga. Bardzo silny.

Oualembo
Dobry człowiek, normalny. Dobrze dogadywał się z Matsui. Grał za mnie jeden mecz na prawej obronie – w Bydgoszczy było 3:0. Probierz mnie odstawił po Pogoni, przegraliśmy 2:3, dostałem nagrodę dla Piłkarza Roku od Trojmiasto.pl. Wydawało mi się, że dobrze grałem, ale Probierz powiedział, że grałem pod siebie na drugi dzień. Chyba problemem dla trenera było to, że ja dostałem nagrodę przed meczem. Ale potem już grałem wszystko. Za Probierza były trzy treningi dziennie, ciężko było, ale ja zawsze lubiłem ciężko trenować. Dla mnie to było fajne.

Nowy Targ
Nie byłem na pożegnalnej imprezie w Nowym Targu. 14 grudnia graliśmy w Zabrzu, po meczu wróciłem wcześniej. Polski Bus z Katowic do Gdańska, moja mama tu była, miałem samolot o 6 rano 16 grudnia. Ale 15 poznałem moją żonę, poznałem w Gdańsku w Jack Bar. Ogarnęliśmy walizki i poszliśmy na kolację.

Zabrze
Za kadencji Moniza też były ciężkie treningi, bardzo dobry trener. Wygraliśmy ostatni mecz sezonu w Zabrzu 2:0. Mówiło się, że Moniz miał wstawić Stolarskiego, ale on się nie zgadzał. Nawet mówił do „Stolara”: „Ty jesteś dobry, ale on jest lepszy i bardziej doświadczony. I dlatego Deleu gra!” Nie chciałem jechać na ten ostatni mecz, bo już byłem na rozmowach z Juskowiakiem i wiedziałem, że odejdę. Ale trener powiedział: „Dużo nam pomagasz, jesteś ważny, jedź z nami”. Trener zawsze był w porządku i szczery ze mną. Chciał, abym został. Powiedział mi wprost, że ja nie będę grał od początku, Stolarski zagra. W pierwszej połowie zacząłem się rozgrzewać i w drugiej połowie wszedłem. Rozmawiałem o nowym kontakcie, mieliśmy wrócić do rozmów. I wtedy się zmienił właściciel i wylądowałem w pizdu… Wiedziałem, że muszę dać z siebie wszystko, aby tu zostać, mimo że przyjdą nowi zawodnicy. Skończyliśmy ligę na 4 miejscu, trener Moniz, mówił, że kilka razy rozmawiał, by przedłużyć kontrakt ze mną. Ale powiedzieli, że nie.

Pożegnanie
Kibice z Pruszcza Gdańskiego zrobili dla mnie fajne pożegnanie. „Maki” to zorganizował. Zaprosili mnie do Pruszcza, to była niespodzianka, zrobili pożegnalny mecz. Grałem ja, „Wiśnia”, Patryk Małecki i Jakub Biskup przeciw kibicom. Po meczu kibice zrobili szpaler, wszyscy w czarnych koszulkach i race odpalili. Dostałem zdjęcie w koszulce Pruszcza, którą kiedyś dostałem i w której zawsze grałem.

Top